Teohar Mollov: Trzeba iść za marzeniami!

SKK LEGIASzkoleniowiec Teohar Mollov udzielił krótkiego wywiadu po meczu z Legią Warszawa.

Byliśmy świadkami nieprawdopodobnego scenariusza. Wierzył pan, iż SKK jest w stanie pokonać Legię, a Znicz Pruszków UTH Rosę?

Teohar Mollov: Nie przyszedłbym do klubu, gdybym nie wierzył w utrzymanie w I lidze. Wierzyliśmy do końca. Chciałbym bardzo podziękować również drużynie z Pruszkowa. Jest to od niedzieli moje ulubione miasto w Polsce.

Legia przyjechała do Siedlec mocno osłabiona. To mogło mieć wpływ na niedzielny rezultat?

– Koszykarze Legii, którzy przyjechali na ten mecz, w większości zagrali bardzo dobre zawody. Na koniec przełamaliśmy ich jednak naszą obroną strefową. Mieli niższy skład, dlatego mieliśmy więcej atutów pod koszem. Pamiętajmy jednak, iż jest tam wielu bardzo dobrych zawodników. Zagraliśmy dłuższymi fragmentami lepszą koszykówkę od Legii, dlatego to my zwyciężyliśmy.

Jeszcze w czwartej kwarcie goście z Warszawy prowadzili różnicą ponad 10 punktów. Co trener zmienił wówczas w grze SKK?

– Co zrobiłem? Zmieniłem wszystkich zawodników, którzy ciągnęli ten wózek przez cały sezon. Wpuściłem młodych wilków, chcieliśmy napędzić szybki atak i grać odważniej. To przyniosło rezultaty. Później wróciłem już do podstawowych zawodników.

Słowa pochwały należą się szczególnie Kamilowi Sulimie, który w czwartej kwarcie zagrał wyśmienicie.

– Kamilowi należą się wielkie gratulacje. On dał pozytywny impuls w ataku, ale w obronie bardzo dobrze prezentowali się zmiennicy.

Jaka przyszłość czeka Teohora Mollova? Chciałby pan zostać w klubie na kolejny sezon?

– Gdy przejmowałem drużynę, to nie podpisałem dożywotniego kontraktu. Chciałbym bardzo zostać w klubie, ale nie wszystko zależy ode mnie. Może władze SKK zdecydują się postawić na mnie również w przyszłych rozgrywkach. W tym sezonie pokazałem kibicom, którzy mówili, że do klubu przyszedł pajac i idiota, że nie jestem kretynem i potrafię prowadzić zespół.

Rozmawiał Jakub Artych

 

foto: Maciej Sztajnert