Marcin Kowalewski: To był trudny sezon

P8251635 (Kopiowanie)Marcin Kowalewski był w sezonie 2015/2016 czołowym zawodnikiem naszej drużyny.

Pamiętasz kiedy tak wcześnie zakończyłeś sezon?

Marcin Kowalewski: Rzeczywiście początek kwietnia to nie jest standardowa pora na kończenie sezonu koszykarskiego, jednak tak właśnie przedstawia się regulamin rozgrywek 1 ligi. Dwa sezonu temu, grając w Astorii Bydgoszcz, przytrafiła mi się podobna historia, również 10 miejsce na koniec rundy zasadniczej, co oznaczało bezpieczne utrzymanie i koniec rozgrywek.

Rok temu w Pruszkowie walczyłeś w pierwszej rundzie play-off. Teraz do ostatniej kolejki nie było wiadomo, czy nie będziesz musiał grać w play-outach. Jest to dla ciebie mały zawód?

– Czuję niedosyt, bo wiem, że naszą drużynę było stać na więcej, a z drugiej strony bardzo doceniam to, co sprezentował nam los, czyli bezpieczne utrzymanie. W ostatniej kolejce zagraliśmy bardzo dobre zawody z Legią, jednak samo zwycięstwo nie gwarantowało nam bezpiecznego utrzymania. Korzystając z okazji chciałbym bardzo podziękować chłopakom z Pruszkowa, którzy w ogromnym stopniu pomogli nam uniknąć fazy play-out, wygrywając w ostatniej kolejce w Radomiu. Rozgrywają super sezon i liczę, że podtrzymają formę w playoff.

Początek sezonu w wykonaniu SKK był bardzo słaby. Brakowało bardziej zgrania czy odrobiny szczęścia?

– Główną przyczyną słabego rozpoczęcia sezonu było to, że zlekceważyliśmy beniaminków, z którymi graliśmy pierwsze dwa mecze. Dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy, zagraliśmy kilka fajnych sparingów i myśleliśmy, że te pierwsze mecze „same się wygrają”. Sezon pokazał, że każdy może wygrać z każdym i we wszystkich spotkaniach trzeba dać z siebie 100 procent, żeby odnieść zwycięstwo.

Wyniki zespołu z Siedlec poprawiły się w drugiej rundzie rozgrywek. Wpływ na to miała zmiana trenera?

– Im dalej w sezon, tym graliśmy lepiej. Widać już to było jeszcze przed zmianą trenera. Zespół zaczął funkcjonować, rozumieć się na boisku, pojawiły się zwycięstwa, poprawiła się atmosfera. Jednak ten nieszczęsny początek odbijał nam się czkawką do samego końca.

Jakbyś porównał Wiesława Głuszczaka do Teohara Mollova?

– Końcowy wynik SKK Siedlce w sezonie w 2015/2016 to wynik pracy obydwu trenerów. Po zakończeniu sezonu odniosłem wrażenie, że laury zostały przypisane tylko jednemu trenerowi, co nie jest do końca sprawiedliwą oceną. Trenerowi Głuszczakowi, do którego mam ogromny szacunek, na pewno nie można odmówić zaangażowania i doświadczenia. Zabrakło mu przede wszystkim szczęścia, a tak naprawdę naszej lepszej dyspozycji w końcówkach paru spotkań, które pechowo przegraliśmy. Trener Mollov, dla którego był to pierwszy sezon na szczeblu seniorskim, przejął drużynę w trudnym momencie, podjął niemałe wyzwanie i wykonał plan, jakim było utrzymanie I ligi w Siedlcach.

A jak ocenisz cały sezon w wykonaniu ekipy z Mazowsza? Można było z tej cytryny wycisnąć jeszcze więcej?

– Wzloty i upadki to chyba najlepsza charakterystyka tego sezonu. Kilka bardzo dobrych meczów przeplatanych z takimi, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Kibice mieli niezłą huśtawkę nastrojów. Cały sezon dochodziły do nas, zawodników, niepochlebne opinie na nasz temat. Czasem zasłużone, czasem całkowicie bezpodstawne. Jednak na koniec pokazaliśmy, że jesteśmy prawdziwą drużyną, utarliśmy nosa wszystkim hejterom i niedowiarkom, skazującym nas na walkę o utrzymanie. Ambicja sportowa cały czas podpowiada, że można było ugrać zdecydowanie więcej, ale z drugiej strony rozsądek przypomina, że równie dobrze mogliśmy być teraz na miejscu drużyny z Radomia i walczyć w morderczych playoutach o utrzymanie.

Gdy rozmawiałem z koszykarzami z innych klubów to wszyscy podkreślali, iż najmocniejszym ogniwem SKK jest Marcin Kowalewski. To był dla ciebie bardzo udany sezon?

– Jestem daleki od oceniania swojej postawy. To jest właśnie zadanie dla innych zawodników, trenerów, prezesów i dziennikarzy. Oczywiście zawsze bardzo miło słucha się pozytywnych opinii na swój temat. Konstruktywna krytyka również jest mile widziana (śmiech). Ze swojej strony mogę zapewnić, że dałem z siebie wszystko żeby pomóc drużynie w tym sezonie. Cieszę się, że omijały mnie poważniejsze kontuzje i opuściłem tylko 1 mecz.

Wiem, że jest na to za wcześnie, ale planujesz powoli swoją przyszłość? Gdybyś dostał nową ofertę z SKK, to rozważyłbyś ją?

– Tak naprawdę sezon skończył się tylko dla nas i dla Spójni. Myślę, że jeszcze za wcześnie na podejmowanie poważnych decyzji. Jestem otwarty na każdą ewentualność. A jeśli chodzi o SKK, to na pewno będziemy rozmawiać.

Rozmawiał Jakub Artych

 

foto: Maciej Sztajnert