Teohar Mollov: Mam grupę zdeterminowanych ludzi

Teohar Mollov 1Co na temat pracy w Siedleckim Klubie Koszykówki powiedział trener Teohar Mollov?

Miał pan jakieś obawy czy od razu zdecydował się pan objąć stery w zespole z Siedlec?

– Skoczyłem studia wyższe na AWF. Skończyłem również podyplomowe trenerskie. Byłem na kursach, stażu w jednym z klubów ekstraklasy. Miałem styczność również z reprezentacją Polski U16, więc robiłem wszystko, aby być jak najwyżej. Oczywiście ta oferta była dla mnie zaskoczeniem, ale podjąłem się tego wyzwania, gdyż taka jest praca trenera.

Na pewno obserwował pan poprzednie mecze w wykonaniu SKK. Jaki jest obecnie największy problem tej drużyny?

– Tak jak trener Głuszczak powiedział w rozmowie z panem, że zespół gra lepiej niż wyniki na to wskazują. Pokazał to choćby mecz z Legią Warszawa. Musimy przełożyć dobrą grę na lepsze rezultaty. Nie przyszedłem do drużyny, aby wiele poprawiać. Muszę wyegzekwować od nich tę lepszą grę, aby mieli mniejsze wahania formy i dłużej utrzymywali koncentracje. W wielu meczach pokazali, że z najlepszymi potrafią grać jak równy z równym. Dopiero w końcówkach przegrywają mecze.

Ta drużyna ma potencjał, aby w przyszłym roku powalczyć o czołową ósemkę?

– Moim zadaniem jest wycisnąć z graczy co najlepsze w tym sezonie. W tej chwili interesuje mnie tylko mecz z Notecią Inowrocław. Kampania Noteć rozpoczęła się z końcowym gwizdkiem sobotniego meczu w Warszawie. Teraz zawodnicy niech sobie chwile odpoczną i od poniedziałku zaczynamy przygotowywać się do tego meczu. Skupiam się tylko na teraźniejszości i nie myślę co będzie później.

Jaki cel przedstawił przed panem zarząd Siedleckiego Klubu Koszykówki?

– Cel pozostaje ten sam – utrzymanie w I lidze. Nie ukrywam, że cztery zwycięstwa w tej rundzie to trochę za mało, aby poważnie myśleć o fazie play-off, gdyż będzie trzeba wygrać teraz dużo spotkań. Nie jest to jednak rzecz nieosiągalna i powalczymy na pewno o bezpieczne utrzymanie, które gwarantuje choćby zajęcie miejsca 9-10.

W sobotę zadebiutował pan w roli trenera SKK. Była trema?

– Do pierwszego gwizdka sędziego była trema, później musiałem normalnie prowadzić zespół w trakcie meczu. Nie było czasu na tremę.

Był pan zaskoczony, iż przez dłuższy czas zespół z Siedlec walczył z Legią jak równy z równym?

– Będę powtarzał cały czas, że SKK jest to grupa młodych i zdeterminowanych zawodników. Staram się im nie przeszkadzać. To nie są malkontenci. Przed meczem z Legią rozważałem wiele opcji i to, że powalczymy z nimi było jedną z nich. W końcówce zabrakło trochę sił, może jednej osoby więcej do rotacji. Pojechaliśmy do Warszawy w okrojonym składzie. Od początku meczu byliśmy skupieni, przyszła „nowa miotła” i każdy chciał się pokazać. Mam nadzieję, że w kolejnych spotkaniach będzie podobnie.

Czy ten mecz może być przełomowy i zawodnicy bardziej uwierzą w swoje umiejętności?

– Miejmy taką nadzieję. Liczę na ich pozytywną psychikę oraz na to, że są wojownikami. Nawet przegrany mecz może pozwolić im uwierzyć w swoje umiejętności. W następnym spotkaniu z Notecią musimy walczyć już o dwa punkty.

Jest pan synem selekcjonera reprezentacji Polski kobiet. Wzorował się pan na tacie, choćby w kwestii taktyki?

– Nie, gdyż zostawiłem chłopakom taktykę, która była u trenera Głuszczaka. W ataku praktycznie nic nie zmieniałem. Jeżeli chodzi o obronę, to chcę wprowadzić trochę zmian. Chcemy, aby zespoły rzucały nam mniej punktów. Obrona ma być naszym kluczem do sukcesu i na tym się skupiam. Na pewno mam w głowie dużo pomysłów taty, ale sam mam sporo swoich rozwiązań.

Rozmawiał Jakub Artych

foto: legiakosz.com