Porażka z Astorią

prudnikW pierwszym meczu o utrzymanie w lidze Siedlecki Klub Koszykówki przegrał z Astorią Bydgoszcz.

Obie drużyny znają się bardzo dobrze, gdyż jeszcze kilka lat temu rywalizowały twardo w II lidze o awans na zaplecze Tauron Basket Ligi. Przed niedzielnym spotkaniem faworytem byli podopieczni Wiesława Głuszczaka, którzy są zdecydowanie bardziej doświadczonym zespołem.

W mecz bardzo dobrze wszedł Paweł Lewandowski, który brał ciężar rozgrywania akcji na swoje barki. Efekt? Już po pierwszej kwarcie zgromadził na swoim koncie 10 punktów, koledzy dorzucili 13, w tym Adrian Barszczyk 8, i Astoria prowadziła 23:17. SKK pierwszą kwartę miał słabą. Co prawda zdobył w niej wspomniane 17 punktów, ale widać było w pewnym stopniu brak pomysłu. Tak naprawdę SKK utrzymywały w grze rzuty z dystansu i półdystansu.

Od początku drugiej kwarty na parkiecie zameldował się Karol Kutta, który zmienił bohatera pierwszej kwarty – „Lewego”. I sam również stał się bohaterem. Zaczął od celnej trójki, a następnie dwukrotnie wykiwał Kamila Michalskiego, wybijając mu piłki z kozła. Przewaga Astorii rosła, a po udanej kontrze Kutty wynosiła już 11 punktów. Bydgoszczanie mieli jednak problem, a nazywał się on Łukasz Ratajczak. W jakiejkolwiek pozycji by nie był, potrafił dobrze przepchnąć rywali i zdobywać spod kosza punkty raz po raz.

Bydgoscy podkoszowi nie spisywali się najlepiej. W ataku niewiele im wychodziło, a w obronie nie radzili sobie z Ratajczakiem. Jednak tego dnia to obwodowi byli od zdobywania punktów, gdyż na sam koniec pierwszej połowy znów dał o sobie znać Kutta. Trafił o deskę z dalekiego dystansu, dzięki czemu po pierwszej połowie prowadzenie Astorii nadal wynosiło 11 „oczek”.

Po zmianie stron SKK zabrał się do odrabiania strat. Kamil Sulima i Rafał Sobiło sprawili, że prowadzenie Astorii zmalało do 6 punktów. Sytuację jednak szybko uspokoił Szyttenholm, trafiając spod kosza, a następnie Tomasz Prostak z półdystansu. Trudno było jednak być w pełni spokojnym o końcowy rezultat. Astoria była wyraźnie lepsza w najważniejszych aspektach koszykarskiego rzemiosła, ale – choć okazje ku temu miała – nie potrafiła wyraźnie odskoczyć. Oddech rywala podopieczni Przemysława Gierszewskiego czuli na plecach cały czas, a i doświadczenie było po stronie SKK.

Pod koniec trzeciej kwarty wydawało się jednak, że bydgoszczanie mają już rywala prawie dobitego. Po kolejnej celnej trójce Kutty prowadzili 58:45, ale cztery punkty Wojciecha Osińskiego, w tym celny rzut trzypunktowy równo z końcową syreną, sprawiły, że przed ostatnią ćwiartką Astoria co prawda nadal prowadziła, ale już nie dwucyfrową różnicą punktów.

W czwartej kwarcie obraz gry wyglądał do pewnego momentu tak, jak przez zdecydowaną większość spotkania. To Astoria dyktowała warunki i wyglądała lepiej, tym niemniej SKK znów zaczął być groźny w rzutach dystansowych. Swoje 5 minut miał w tej części gry także powracający po 3-miesięcznej absencji Sebastian Laydych. Najpierw został dostrzeżony pod koszem przez penetrującego Kuttę, a następnie obsłużył go Lewandowski. Było to niemal idealnie w połowie ostatniej kwarty. Przewaga Astorii ponownie osiągnęła pułap 13 „oczek”, ale SKK nie powiedział ostatniego słowa. Sygnał do ataku dał gościom Sulima, trafiając z faulem rzut z półdystansu. Następnie w krótkim odstępie czasu zza łuku trafili Karol Dębski i Aaron Weres i zaczęło być nerwowo, bo przewaga Astorii zmalała do 5 punktów. Ten stan rzeczy przerwał jednak Gierszewski widząc, że jego podopieczni zaczynają tracić głowę.

Po powrocie na parkiet rozpoczął się serial rzutów wolnych. Bydgoszczanie mogli szybko załatwić sprawę, ale zadanie wykonywali bardzo topornie i – dosłownie – połowicznie. W ciągu ostatnich dwóch minut stawali na linii rzutów wolnych aż 8-krotnie. Mieli zatem do zdobycia 16 punktów, a udało im się uzbierać ich 9. I w każdym przypadku – poza ostatnimi wolnymi Kutty – trafiali w każdym podejściu po razie. Problem SKK polegał jednak na tym, że Astoria wzmocniła, i to naprawdę mocno, defensywę.

Najpierw Kutta zabrał piłkę Sulimie, a w kolejnych akcjach siedlczanie co prawda znajdowali siebie nawzajem na pozycjach do rzutu za trzy, ale bydgoszczanie wiedzieli, że SKK właśnie tym będzie chciał ich dogonić, więc kryli mocno rywali obwodowych, efektem czego żaden z ostatnich czterech rzutów Siedlec za 3 nie znalazł drogi do kosza. W jednej z akcji Sobiło chciał znaleźć Ratajczaka pod koszem, aby wrócić do tego, co tak dobrze funkcjonowało w drugiej kwarcie, ale piłka do niego nie dotarła, gdyż bardzo mocno naciskał go Dorian Szyttenholm, który kolejny raz zostawił na parkiecie sporo zdrowia. Astoria na desce ten mecz przegrała. Nieznacznie, ale jednak. Ale to właśnie Szyttenholm miał w meczu najwięcej zbiórek (13), z czego w ostatniej kwarcie miał ich w obronie 5. W tym meczu doskonale widoczne było jak bardzo brakowało tego gracza w sezonie regularnym w starciach właśnie z SKK.

Astoria Bydgoszcz – SKK Siedlce 77:65 (23:17, 22:17, 13:15, 19:16)

Astoria: Karol Kutta 19, Tomasz Prostak 14, Adrian Barszczyk 13, Paweł Lewandowski 11, Dorian Szyttenholm 8, Sebastian Laydych 7, Mateusz Fatz 5, Łukasz Wardziński 0.

SKK: Łukasz Ratajczak 16, Rafał Sobiło 15, Kamil Sulima 13, Karol Dębski 8, Wojciech Osiński 6, Aaron Weres 3, Marcin Nędzi 2, Kamil Michalski 2, Mateusz Bal 0, Kamil Gawrzydek 0, Łukasz Perciński 0.

Stan rywalizacji (do dwóch zwycięstw): 1:0 dla Astorii

źródło: sportowabydgoszcz.pl, foto: Maciej Sztajnert